Mój dziennik można śmiało traktować jak rocznik, więc czas na kolejne wydanie! Będzie długo, ale leniwi mają sporo obrazków
Koloni
Camponotus już nie posiadam, została sprzedana.
Ostatni wpis mówił o konieczności przeprowadzki żniwiarek. Dostały nowe gniazdo, spore podłączone węzykiem do największego Radissowego betonu, który widzieliście na zdjęciach (został zaklejony otwór służący do nawadniania, aby gdy się przegryzą nie uciekły). Zdjęcia obu gniazd, już bez mrówek.
I kilka (może kilkanaście) tygodni wszystko było super. Potem jednak zaczęły "zjadać" nowe gniazdo - przegryzały się w kilku miejscach, gryzły w dół betonu, koniec konców wygryzły się na zewnątrz. Na bieżąco dziury kleiłem, podklejałem kawałkami elastycznego plastiku którego nie mogły przegryźć. Nie poddawały się jednak. Musiałem wtedy wyjechać na prawie 3 miesiące, zostawiając mrówki pod opieką rodziny. Obkleiłem (o ja naiwny!) beton folią aluminiową. Okazało się, że nawet kilka warstw tej folii to żaden problem dla mrówek. Rodzina walczyła dzielnie, dalej obklejała gniazdo folią, taśmą, czym się dało. Ostatecznie między spodem gniazda a pierwszą warstwą folii utworzyła się przestrzeń do której mrówki się dokopały. Powstała w ten sposób komora wielkości około 25x25x0,5cm, o której nie miałem pojęcia. Dodatkowo mrówki wygryzły sporo betonu, dlatego komora miejscami miała 1,5cm wysokości! Do tego szpary w warstwach folii... Z pierwotnego gniazda wychodził tunel -
rozlewający się od spodu gniazda na dwa łuki i dosyć jednolitą dużą komorę.
W gnieździe w momencie przeprowadzki znalazłem takie, spore odłamki zabezpieczeń (kleju, gipsu), których mrówki nie zdążyły pociąć i węzykiem wynieść na arenę.
Musiałem więc po powrocie coś wymyślić. Padło na zbiornik z ziemią. Planowo miał być wyższy (25cm) niż jest (20cm), ale zdecydowałem że przy da się możliwość manipulacji od góry bez ściągania go z półki co przy jego sporej wadze jest ważne (a waży około 25 kg). Zabezpieczone rantem z olejem, póki co działa, potem zapewne przejdę na fluon. Przeprowadzka odbywała się wężykiem.

Z powodu licznych ucieczek w pewnym momencie przeszedłem na ręczne przekładanie. Po dwóch godzinach, kiedy byłem już pod koniec pracy, przez przypadek rozerwałem folię aluminiową mocniej niż chciałem. No i otworzyła się komora, o której nie wiedziałem. Tam schroniły się mrówki, 90% potomstwa. Sypały się strasznie, było ich tam około tysiąca, jeśli nie więcej, nie miałem czasu liczyć

Na łapaniu ich spędziłem kolejne 3 godziny. Królową przełożyłem osobiście, jest zdrowa, co mnie bardzo cieszy. W koloni znajdują się poczwarki samców.
Porównując zdjęcie z poprzedniego roku, przybyło ich dużo - całe nowe gniazdo było pełne + mrówki z ukrytych komór. Ośmieliłbym się powiedzieć, że liczebność się przynajmniej potroiła. Sposób organizacji ucieczki tak dużej kolonii jest bardzo ciekawy, postaram się to opisać w niedalekiej przyszłości (czyli nie mam pojęcia kiedy faktycznie się to stanie).
Gniazdo wypełnione jest mieszanką zrobioną przeze mnie. Sprawdza się póki co świetnie, jest modyfikowane codziennie w zależności od padającego słońca i czasu od ostatniego nawadniania. Planuje wprowadzić rośliny, jak tylko mrówki dobrze się zadomowią.
Kolonia
Tetramorium również się zmieniła. Zamieszkuje beton Radissa z większa liczbą komór (znajdują się też pod areną). Nie była zimowana, nie pojawiają się więc pokolenia płciowe, poza tym jest na to z tego co myślę jeszcze za młoda. Może za rok. Teraz królowa trochę odpoczywa, potomstwa jest niewiele, dziennie pojawia się jedynie 5-10 mrówek.
Kolonia
F. rufibarbis... Nie pozwalam padać królowym nawet jak bardzo tego chcą, dlatego dostała kilkanaście poczwarek latem ubiegłego roku. Robotnice te świetnie się wyróżniają posród robotnic własnych królowej, których jest już kilkadziesiąt, a może i więcej. Zimowana prawie trzy miesiące, wyciągnięta z lodówki 20.03, kilka dni temu wyszła z poczwarki pierwsza tegoroczna robotnica, potomstwa robi się coraz więcej. Szalone tempo! Zdjęcie jedynie podglądowe niestety.
Ostatnia kolonia, o której dzisiaj wspomnę to
Lasius (Chthonolasius) sp. Nie oznaczałem, gdyż dalej nie znalazłem żadnej martwej robotnicy. Nie powiem, żeby mnie to smuciło.
Nie będzie aktualnych zdjęć. Będą zdjęcia z grudnia, kiedy to kolonia dostała nowe formikarium, ziemny Corner z mrówkoyada. Tak to wyglądało wtedy:

Kolonia ma się dobrze, poczwarek jest kilkadziesiąt, larw i jaj mniej, prawdopodobnie odpoczywają tak jak
T. caespitum. Nadal zamieszkują kompakt i corner, na parę dni chyba wkroczę do akcji i przerzucę je siłą.
Posiadam również kolonię
C. aethiops, która jest strasznie uparta i mimo najszybszego rozwoju ze wszystkich
Camponotus jakie miałem, stoi w miejscu. Robotnice często padają, zdarza im się wyrzucać bardzo duże larwy na śmietnik. Mnie oprócz cierpliwości do nich, brakuje także miejsca, dlatego chętnie je komuś odsprzedam Oprócz niej mam do właściwie oddania małą kolonię
Lasius.
Pytania, prośby o zdjęcia, zażalenia, propozycje - zapraszam do wątku z pytaniami